czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 7. "Nie puszcze cię suko! "

Odzyskałam przytomność. Otworzyłam oczy i usiadłam, zorientowałam się że nie jestem już w lesie. Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu, nie było tu okien, niczego tu nie wiedziałam. Było tu tak ciemno że nawet swojej ręki nie widziałam. Gdzie ja jestem?! Cholernie się boję, czy to ten człowiek który rzucil kamieniem mnie tu przyniósł? Nie wiem, niczego nie wiem. Przydal by się tu teraz Jason, wyciągnął by mnie stąd. Położyłam się znów, i za jakiś czas usnełam. Obudził mnie jakiś strzał. Szybko usiadłam, przestraszyłam się. Zobaczyłam jakieś światło, drzwi były otwarte. Ktoś nademną stanął, złapał mnie mocno za nadgarstek i podniósł.
-I co?teraz jesteś moja, nie wierzyłaś a jednak.. -ścisnął mnie jeszcze mocniej.
-Kim ty jesteś wogóle, zostaw mnie proszę. -próbowałam się wyrwać, ale to nic nie dało.
-Zamknij się suko, myślisz że teraz cię puszcze? jesteś taka śmieszna- popchnął mnie tak że upadłam.
Wtedy wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Tak bardzo się boję, czemu on mnie tu przywiózł? co ja mu zrobiłam?! Siedziałam skulona gdzieś w rogu. Ale przecież ja mam telefon, zapomiałam wogóle. A on jest tak głupi że nawet mi go nie zabrał, idiota. Ucieszyłam się w myślach i szybko wyjęłam telefon i wpisałam numer do Jasona.
-Jason, proszę pomóż mi.
-Co się stało?
-Ktoś mnie porwał, zawiózł mnie gdzieś i nie wiem nawet gdzie.
-O boże, skurwysyn. Znajde cię nie bój się.- rozłączył się.
Siedziałam tak jeszcze ponad 40 minut, kiedy postanowiłam jeszcze raz zadzwonić do Jasona. Jeden sygnał... Drugi sygnał... Trzeci... nie odbierał.
Wtedy zobaczyłam tego człowieka nad sobą, wyrwał mi telefon z ręki i rozbił o ścianę. Znów złapał mnie mocno za rękę i podniósł.
-Słuchaj mnie suko, nie uciekniesz stąd. -zmarszczył czoło.
-O co ci chodzi, czemu ja tu jestem?! wypuść mnie kurwa! - splunełam mu na twarz.
-Popełniłaś błąd plując, grabisz sobie dziwko.
Popchnął mnie, a ja upadłam. Wtedy zaczął zdejmować mi koszulke, ja zaczełam go mocno kopać,ale on był za silny. Wpadłam w płacz, wtedy dobrał się do stanika, zaczęłam się wyrywać i wymachiwać nogami,jednak on był dla mnie zbyt silny.Przestałam się wyrywać i zaczełam płakać.
-Zostaw mnie prosze - błagałam,lecz on nie ulegał
- czego ode mnie chcesz? - nadal nie przestawał.
- Prosze wypuść mnie.  - znów zaczełam się wyrywać.
Wtedy on dobrał mi się do spodni. Ale ktoś wbiegł do tego pomieszczenia, ten ktoś odwrócił się i szybko wstał, ja zakryłam swoje ciało. Usłyszałam Jasona, to on!
-Skurwysynie zostaw ją! -krzyknął.
Jason zaczął go okładać pięściami, byłam tak przerażona tym wszystkim że siedziałam w miejscu skulona i nic nie mówiłam ani nie ruszałam się. Nagle usłyszałam głos nieznajomego.
-Co tu robisz Willis?.
- A nie widzisz Dean?!
-Zostaw nas samych, miałem już się z nią zabawić, ale mi przeszkodziłeś!
Nagle zauważyłam jak mięśnie Jasona się naprężyły, a jego miodowe oczy pociemniały ze złości. Po chwili już okładał pięściami przeciwnika. Tamten jednak nie dawał za wygraną, i sprzedał Jasonowi kilka kopów. Zastanawiałam się skąd Jason go zna? dziwne.. Tak naprawde mam dosyć tego już.. Ciągle coś się dzieje odkąd poznałam Jasona. Wtedy wstałam ubrałam się i wybiegłam. Wiem głupio zrobiłam, zostawiłam tam Jasona.. Co za idiotka ze mnie! Ale tam nie wróce, boję się..
Nagle usłyszałam jak ktoś biegnie przez las i krzyczy moje imie. A jak to Jason, a jak porywacz? co mam robić?! uciekać czy zostać? Wtedy go zobaczyłam, odetchnełam bo był to Jason.
-O mój boże, tu jesteś. Nie uciekaj, a jak coś by ci się stało?- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Przepraszam, ale nie wiedziałam co mam już robić, spanikowałam i uciekłam. Potem chciałam się wrócić, ale się tak strasznie go bałam..- wtuliłam się w niego.
-Dobrze,przepraszam że cię nie odwiozłem, gdyby nie ja to by się to nie wydarzyło- posmutniał.
-To nie twoja wina, to ja chciałam sama wrócić.
-Ale ja nawet nie zapytałem czy cię odwieźć, jaki ze mnie idiota! A gdyby coś ci się stało, a ja bym cię nie znalazł?! nigdy by sobie tego nie wybaczył.
-Przestań- powiedziałam i wbiłam się w jego wargi.
Jason odwzajemnił pocałunek. Za jakiś czas oderwaliśmy się od siebie. Jason złapał mnie za rękę. Zaczął prowadzić mnie do samochodu. Otworzył przedemną drzwi i wsiadłam. Szybko okrązył samochód,i również wsiadł.
-Kocham cię- oznajmił i uśmiechał się.
-Wiem- zaśmiałam się.
Siedzieliśmy w ciszy przez jakieś 15 minut, Jason skupiał się na jeździe.
-Też cię kocham. - powiedziałam i złapałam go za rękę.
Widziałam ten jego uśmiech na twarzy,po wypowiedzeniu tego zdania. On naprawde mnie kocha...

_____
WIEM ŻE ZNÓW KRÓTKI ROZDZIAŁ, ALE ZARAZ WYCHODZE I NIE MAM CZASU PISAĆ DALEJ, WIECZOREM NAPISZE DLATEGO 8 ROZDZIAŁ :))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz