-Ja Ciebie też - uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy. - kiedy wracają Twoi rodzice ? - zapytał zachrypniętym głosem
-Nie wiem. Która godzina? - podniosłam głowę by spojrzeć na Jasona.
-W pół do pierwszej - odpowiedział patrząc na zegarek wiszący na jego lewej ręce.
-Co?! Już tak późno? - podniosłam się do pozycji siedzącej. - zadzwonię do mamy - wstałam z łóżka, i podeszłam do okna po drodze zgraniając telefon z komody i szybko wybrałam numer mamy.
-Halo? - usłyszłam w słuchawce głos rodzicielki
-Hey mamo! Gdzie jesteście?
-Ah tak. Zapomniałam Ci powiedzieć, przepraszam kochanie. Musieliśmy z tatą wyjechać za miasto w sprawach biznesowych, mięliśmy wrócić wczesniej, ale trochę się przedłużyło. Będziemy w domu dopiero w niedzielę.
-Ok. - posmutniałam. Rodzice zawsze wyjeżdżali wszędzie beze mnie. Na wakacje jeździli razem, natomiast mnie wysyłali na drogie kolonie z ludźmi ze szkoły. A te ich 'sprawy biznesowe' to zwykłe wyprawy ze znajomymi, lub sztywne bankiety tych ludzi.
-Muszę kończyć, nie moge teraz rozmawiac. Papa
-Pa - powiedziałam naciskając czerwony guzik na ekranie telefonu, po czym rzuciłam nim w łóżko.
-Coś nie tak kochanie? - Jason popatrzył na mnie z troską w oczach.
-Nie.. rodzice wracają dopiero w niedzielę - zmusiłam się do uśmiechu. Jason podniósł sie do pozycji siedzącej i poklepał miejsce obok siebie dając mi znak, bym tam usiadła.
-Widzę, że coś jest nie tak, ale jeśli nie chcesz o tym mówić nie musisz - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. - po prostu martwię się o Ciebie - pocałował mnie w czoło.
-Na serio nic mi nie jest, nie masz się o co martwić - uśmiechnęłam się
-To dobrze.. A wiesz... Skoro Twoi rodzice będą dopiero w niedzielę to znaczy, że mamy cały dom tylko dla nas na 5 dni!
-Więc może zróbmy jakąś małą imprezę?- poruszyłam śmiesznie brwiami
-Czemu nie, będzie świetnie!-złączył nasze usta w namiętny i szybki pocałunek.
-To weźmy się odrazu za robote, ty idź...
-Zaraz, zaraz.. Najpierw to powinnismy iść spać - powiedział i lekko cicho się zaśmiał.
-Oh.. Zapomniałam . W ogóle nie jestem śpiąca - ziewnełam
-Taak jasne. Chodx połóż się - Jason odsunął kołdrę tak bym mogła połozyc sie na łóżku, po czym położył się obok nie i przykrył nas oboje. Wtuliłam się w brązowookiego a ona zaczął bawić się moimi włosami. Nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam.
Obudziło mnie rażące światło słońca. Chciałam przytulić sie do ukochanego, ale zauważyłam, że nie ma go obok. Wstałam z łóżka. Mój szraflok wisiał na krześlle. Podeszłam do szafi i założyłam pierwszą lepszą bluzkę, po czym wyszłam ze swojego pokoju. Schodząc po schodach dało się czuć przyjemny zapach naleśników. Po cichu weszłam do kuchni, gdzie zastałam odwróceonego tyłem do mnie Jasona. Postanowiłam zakraśc się do niego od tyłu. Schyliłam się i powoli podeszłam do chłopaka. Zakryłam mu oczy.
-Zgadnij kto - zanuciłam. Szatyn złapał moje dłone, zdjął je ze swoich oczu i odwrócił do mnie obdarowując mnie czułym pocałunkiem.
-Najpiękniejsza kobieta na świecie - także zanucił odrywając się ode mnie i spowrtoem się obrócił.
-Co tam pichcisz? - wychyliłam za niego głowę.
-Śniadanie - powiedział z poranna chrypką.
-Pomóc Ci?
-Nie. Usiądź sobie przy stole, zaraz Ci nałożę - cmoknął mnie w nos.
-Jak wolisz - wzruszyłam ramionami i usiadłam przy stole.
Po chwili podszeł Jason. Nałożył na mój tlerz wielką góre naleśników. Ze zdziwieniem w oczach spojrzałam na niego
- I ja mam to zjeść ? - zapytałam
-Więc może zróbmy jakąś małą imprezę?- poruszyłam śmiesznie brwiami
-Czemu nie, będzie świetnie!-złączył nasze usta w namiętny i szybki pocałunek.
-To weźmy się odrazu za robote, ty idź...
-Zaraz, zaraz.. Najpierw to powinnismy iść spać - powiedział i lekko cicho się zaśmiał.
-Oh.. Zapomniałam . W ogóle nie jestem śpiąca - ziewnełam
-Taak jasne. Chodx połóż się - Jason odsunął kołdrę tak bym mogła połozyc sie na łóżku, po czym położył się obok nie i przykrył nas oboje. Wtuliłam się w brązowookiego a ona zaczął bawić się moimi włosami. Nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam.
Obudziło mnie rażące światło słońca. Chciałam przytulić sie do ukochanego, ale zauważyłam, że nie ma go obok. Wstałam z łóżka. Mój szraflok wisiał na krześlle. Podeszłam do szafi i założyłam pierwszą lepszą bluzkę, po czym wyszłam ze swojego pokoju. Schodząc po schodach dało się czuć przyjemny zapach naleśników. Po cichu weszłam do kuchni, gdzie zastałam odwróceonego tyłem do mnie Jasona. Postanowiłam zakraśc się do niego od tyłu. Schyliłam się i powoli podeszłam do chłopaka. Zakryłam mu oczy.
-Zgadnij kto - zanuciłam. Szatyn złapał moje dłone, zdjął je ze swoich oczu i odwrócił do mnie obdarowując mnie czułym pocałunkiem.
-Najpiękniejsza kobieta na świecie - także zanucił odrywając się ode mnie i spowrtoem się obrócił.
-Co tam pichcisz? - wychyliłam za niego głowę.
-Śniadanie - powiedział z poranna chrypką.
-Pomóc Ci?
-Nie. Usiądź sobie przy stole, zaraz Ci nałożę - cmoknął mnie w nos.
-Jak wolisz - wzruszyłam ramionami i usiadłam przy stole.
Po chwili podszeł Jason. Nałożył na mój tlerz wielką góre naleśników. Ze zdziwieniem w oczach spojrzałam na niego
- I ja mam to zjeść ? - zapytałam
___________________________________
W tym rozdziale nie ma nic dramatycznego, ale mam nadzieję, że się podoba :P +
CZYTASZ = KOMENTUJESZ xx
~ Wiktoria xx, Klaudia xx